Projekt muzyczny "POSYŁKA"

Władysław Żeleński w zupełnie nowej odsłonie

Kilka słów o bólu

O projekcie

Z Kają Wieczorek-Sochą, psycholog i psychoterapeutką, rozmawia dramaturg i reżyser naszego projektu, Tadeusz Kabicz.

Tadeusz Kabicz: W książce „Wymiary życia” Julian Barnes po stracie żony pisał, że smutek jest jak chmury – przychodzi i odchodzi sam z siebie. Może nam się wydawać, że z nim walczymy, jak z jakąś chorobą, ale tak naprawdę wcale nie mamy na niego wpływu. Czy zgodziłabyś się z takim poglądem?

Kaja Wieczorek-Socha: Jak najbardziej – to bardzo piękne porównanie. Gdy rozmawiam z pacjentami, którzy przeżyli jakąś utratę – świeższą, czy dalszą – to opowiadają, że realnie tak właśnie się czują. Jednego dnia wszystko wydaje się być w porządku, a drugiego nagle przypomina się coś, co wywołuje emocje prawie tak silne jak te, które były na początku. Więc rzeczywiście to wszystko faluje, fluktuuje.

Zazwyczaj intensywna żałoba przeżywana jest przez około rok. Wiąże się z przejściem przez ważne dni związane ze zmarłym: jego urodziny, rocznicę ślubu czy w końcu rocznicę śmierci. Każdy z tych momentów może sprawić, że znów przypływa do nas fala trudnych emocji. Oczywiście ta wartość liczbowa nie jest uniwersalna – każdy z nas może potrzebować innego czasu, by zaakceptować to, co się stało.

Scenariusz Posyłki inspirowany jest historią Orfeusza i Eurydyki. Hadesem, do którego wyrusza nasz bohater, są najgłębsze zakamarki jego własnego umysłu. Wyobrażam sobie, że to, co się z nami dzieje, gdy tracimy bliską osobę, rzeczywiście przypomina piekło. Jak funkcjonuje nasza psychika podczas przeżywania tak wielkiej tragedii?

Jacek Malczewski, Śmierć, 1902

Możemy na to popatrzeć z dwóch perspektyw: fizjologicznej i psychologicznej. Z punktu widzenia biologii czyjaś śmierć jest dla nas ogromnym stresorem. Wywołuje to całą kaskadę reakcji chemicznych, w których ważną rolę odgrywa kortyzol, zwany też czasem hormonem stresu. Jego wysoki poziom we krwi, szczególnie, jeśli utrzymuje się długo, jak to ma miejsce w sytuacji przewlekłego stresu,  może prowadzić do faktycznych zmian w tkance mózgu, a w efekcie w całym naszym organizmie. U osoby będącej pod wpływem stresu pojawiają się zaburzenia uwagi, pamięci, obniżają się zdolności uczenia się, więc są to zmiany w funkcjonowaniu często widoczne gołym okiem.

Patrząc od strony psychologicznej, utrata kogoś bliskiego wiąże się z ogromnym zagubieniem, potęgowanym silnymi uczuciami rozpaczy, niepewności, czasem też złości. Musimy nauczyć się funkcjonować w rzeczywistości, w której nie ma już tej osoby. Nasz umysł początkowo nam w tym nie pomaga – często można spotkać się z opisami doznań osób przeżywających żałobę, w których opowiadają oni, że są przekonani, że widzą lub czują obecność zmarłego.

Jakbyśmy nie byli w stanie zrozumieć, że tej osoby już z nami nie ma?

To też można wytłumaczyć od strony neuropsychologicznej. W naszym umyśle istnieją reprezentacje poznawcze wszystkich obiektów, w tym ważnych dla nas osób. Jeśli w naszym umyśle przez tyle lat istniała reprezentacja nieobecnego już człowieka, to nie potrafi się ona przystosować do nowej prawdy z dnia na dzień.

Dobrą analogią jest zjawisko bólu fantomowego – u osoby, która straciła kończynę np. w wyniku wypadku, występują objawy bólowe w tym właśnie nieobecnym miejscu. Dzieje się tak dlatego, że w mózgu tej osoby dalej funkcjonuje reprezentacja tej kończyny i ona nadal dostarcza wrażeń bólowych. Układ nerwowy potrzebuje czasu na reorganizację i dostosowanie do nowej sytuacji.

Czy jest w takim razie jakaś uniwersalna, podręcznikowa metoda do przepracowywania żałoby? Ostatnio dużo się mówi o akceptowaniu smutku i świadomym przeżywaniu wszystkich emocji.  Czy to znaczy, że nawet tak wielki ból można w końcu zaakceptować i po prostu przeczekać?

Każdy z nas przechodzi przez poszczególne etapy straty w innym tempie. W książce Manu Keirse „Smutek, strata, żałoba. Jak sobie z nimi radzić? Jak pomóc innym?”, autor przedstawia kilka stadiów tego procesu. Pierwszym jest akceptacja, że strata w ogóle się wydarzyła. To tutaj zmagamy się z gwałtownymi emocjami, potęgowanymi szokiem.

Nowa rzeczywistość, czyli taka, w której zmarłego już nie ma, wymaga od nas nauczenia się wielu umiejętności. To jak życie w nowym miejscu.

Później przychodzi konfrontacja z bólem straty. Jak zwraca uwagę autor, jego doświadczenie jest jedyną drogą do uwolnienia się od trudu straty. Nowa rzeczywistość, czyli taka, w której zmarłego już nie ma, wymaga od nas nauczenia się wielu umiejętności. To jak życie w nowym miejscu. Po przejściu tego etapu mamy szansę na znalezienie radości, spokoju i ukojenia.

Od strony psychoterapeutycznej popularny jest obecnie nurt Akceptacji i Zaangażowania (ACT). Według tego podejścia, ból związany z żałobą nie jest objawem patologii, ale nieodłącznym elementem życia, sposobem na zrozumienie otaczającego nas świata. Praca z osobami przeżywającymi stratę polega przede wszystkim na towarzyszeniu im w trudnych emocjach, nauce rozumienia myśli, które się pojawiają, a także pomocy w powracaniu do „tu i teraz” zamiast zagłębiania się w niepomocne myśli o przeszłości. To bardzo ważne, by klient mógł podzielić się swoimi przeżyciami, by został wysłuchany.

W pracy terapeutycznej jesteśmy nieustannie na kontinuum pomiędzy zmianą a akceptacją. Albo dążymy do zmiany czegoś, albo jeżeli zmiana nie jest dla nas dobrym kierunkiem, to staramy się tę bolesną część życia zaakceptować. Dlatego myślę, że akceptacja smutku jest bardzo istotnym aspektem, kiedy mówimy o przeżywaniu straty.

W scenariuszu chciałem pokazać różne sposoby radzenia sobie z bólem. Czy jest to jakoś naukowo opisane, w jaki sposób człowiek zwykle przechodzi żałobę?

W psychologii istnieje kilka modeli, według których możemy ją przeżywać. Sztandarowe są etapy żałoby wg Elizabeth Kubler-Ross. Badaczka scharakteryzowała ich pięć: początkowe zaprzeczenie, później gniew, targowanie się, depresję, a finalnie akceptację tego, co się wydarzyło lub wydarza teraz – ponieważ żałobę możemy przeżywać także w obliczu np. śmiertelnej choroby kogoś bliskiego. Na początku zatem mierzymy się więc z dość prymitywnymi, podstawowymi reakcjami. Niekiedy współtowarzyszą im zachowania świadczące o nieradzeniu sobie z ich siłą, np. autoagresja.

Leon Wyczółkowski – Alina, 1880

Co w tym przypadku oznacza termin „targowanie się”?

Staramy się negocjować z losem, by zabrał to, co sprawia nam największy ból. Jeśli jesteśmy np. towarzyszami choroby nowotworowej kogoś, kogo kochamy, to próbujemy dogadywać się ze wszechświatem: „Będę już zawsze dobry dla innych, byle tylko on przeżył”. To także czas poszukiwania złotych środków i cudownych leków – wszystko, by zatrzymać nieuniknione.

I to wszystko dotyczy osób zupełnie zdrowych?

Tak, zazwyczaj żałoba nie wymaga konsultacji psychoterapeutycznej, ale takie spotkanie na pewno może wzmocnić osobę ją przeżywającą. Niekiedy jednak żałoba przyjmuje formę patologiczną, na co wpływać mogą różne czynniki osobowościowe, społeczne (np. gdy śmierć osoby bliskiej nastąpiła na skutek samobójstwa, co jest nieakceptowane w środowisku życia osoby pogrążonej w smutku) czy płynące z historii życia. To, jak ktoś przeżywał poprzednie żałoby, jak u niego było kształtowane myślenie o śmierci przez rodziców, to wszystko może mieć ogromny wpływ. Jest naprawdę mnóstwo zmiennych, więc każda żałoba jest bardzo indywidualna.

Żałoba patologiczna może charakteryzować się silnie i długotrwale obniżonym nastrojem, obsesyjnością myśli o utraconym człowieku, a także ogromną trudnością w powrocie do pełnionych ról społecznych – rodzica, pracownika, przyjaciela. Osoby te funkcjonują w zaprzeczeniu co do informacji o śmierci bliskiego, czekają na jego powrót. Tego typu zachowania wymagają pilnej konsultacji u lekarza psychiatry.

O śmierci mówi się teraz niewiele. Nie jesteśmy uczeni, jak sobie z nią radzić.

O śmierci mówi się teraz niewiele. Nie jesteśmy uczeni jak sobie z nią radzić. Śmierć dzieje się w szpitalu, w oddaleniu od nas, a w naszym wyobrażeniu dotyka osoby chore, stare. Przez to staje się coraz częściej tematem tabu i dlatego często trudno jest nam ją przyjąć jako nieodłączną część życia.

A co z takimi reakcjami jak ucieczka w pracę, w religię, czy w rozrywkę? Są to metody, które pomagają uporać się z bólem, czy tylko odwlekają to, co i tak w końcu nastąpi?

Przeżywając różne fazy żałoby, naturalne jest to, że nasza uwaga poszukuje ukojenia, nawet jeśli trwa ono przez chwilę. Wydaje mi się, że te różne aktywności mogą czasem przyspieszać proces powrotu do równowagi, a czasem go niestety wydłużać.

Czy żałoba wiąże się tylko ze śmiercią człowieka?

Możemy cierpieć równie mocno po ostatecznej stracie bliskiej nam osoby, jak i kończąc związek. Mierzymy się wtedy z refleksją związaną z minionym czasem, nadziejami, które kiedyś pokładaliśmy w tej relacji, żegnamy się ze wspólnymi rytuałami. Czasem też tracąc relację romantyczną, musimy zrezygnować z towarzystwa osób, które pozostawały z nami w kontakcie koleżeńskim – bo np. przyjaciele byłego partnera odwracają się od nas.

Niezwykle ważnym aspektem jest też trud związany ze śmiercią ukochanego zwierzęcia. Często psy, koty, króliki itd. są traktowani przez nas jak równoprawni członkowie rodziny. I tak samo jak za człowiekiem, długo płaczemy za nimi.

Nie mówmy „zadzwoń jak będziesz potrzebować” – po prostu zadzwońmy, nawet po to, by wspólnie pomilczeć.

A w jaki sposób możemy pomóc drugiej osobie, gdy widzimy, że przeżywa coś trudnego, bolesnego? Często pierwszym naszym odruchem jest mówienie „Uśmiechnij się”, „Nie bądź smutny”… Ale to chyba nie jest najlepsze rozwiązanie?

Osoba w żałobie potrzebuje wsparcia. Tego typu „rady” nie dają go, bo zabierają osobie cierpiącej prawo do przeżywania tego, co jest naturalne. Towarzyszenie jej, zrobienie przestrzeni na wyrażenie emocji, zarówno werbalnie, jak i fizycznie, to podstawowe aspekty tego, co możemy dać. Może moglibyśmy załatwić różne sprawy dla tego człowieka – wyjść z jego psem, ugotować zupę, zaproponować wsparcie w sprzątaniu rzeczy po zmarłym czy organizacji pogrzebu. Nie mówmy „zadzwoń jak będziesz potrzebować” – po prostu zadzwońmy, nawet po to, by wspólnie pomilczeć.


Kaja Wieczorek-Socha – Psycholog, specjalistka psychologii klinicznej dzieci i młodzieży, psychoterapeutka terapii poznawczo-behawioralnej. Prowadzi terapię dzieci, młodzieży
i młodych dorosłych. Współpracuje także z ich rodzinami.

Jest absolwentką kierunków Psychologia Stosowana oraz Neurobiologia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Doświadczenie zdobywała w trakcie licznych staży klinicznych, w czasie pracy
w oddziale psychiatrii oraz w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Ukończyła liczne szkolenia z zakresu pracy z dziećmi i rodzinami, m.in. z zakresu terapii wielorodzinnej MFT, pracy
z młodzieżą z silną dysregulacją emocji, samookaleczeniami i tendencjami samobójczymi w DBT czy psychoterapeutycznej opieki okołoporodowej – pracy z diadą matka/dziecko.

Jest członkinią Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej oraz Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej.

Więcej: https://psychoterapia.co/

Powrót

Skip to content